Czerwcowy wyścig w Le Mans
Czerwcowy wyścig w Le Mans zakończył się w najszybszej klasie triumfem Audi, klasę nieco wolniejszą wygrał Bentley. Powrót brytyjskiej marki na słynny tor odbyt się niemal równie efektownie, jak jej debiut w 1923 roku. Zdaniem większości obserwatorów to „Bentley boys” byli prawdziwymi bohaterami 24-godzinnej imprezy.
Do zaszczytnego miana współczesnych „chłopców Bentleya” pretendują nie tylko zawodnicy z Le Mans: Martin Brundle, Stephane Ortelli, Guy Smith, Andy Wallace, James Weaver i Buth Leitzinger. Wiele samochodów ze skrzydlatym logo regularnie bierze udział w morderczych rajdach weteranów takich jak np. Paryż-Pekin, Mille Miglia czy argentyńska Mille Milas. Słynne maszyny z lat dwudziestych odwiedziły również Polskę w ubiegłorocznym rajdzie dookoła Bałtyku „The 2000 Mile Trial”. Nawiasem mówiąc trasa tej imprezy liczyła prawie
10 tysięcy kilometrów. Zdaniem członków międzynarodowego „Bentley Drivers Club” samochody lepiej czują się w bezustannej sportowej walce niż w salach muzeów. Co ciekawe, za „prawdziwe” auta tej marki uznawane są przede wszystkim te powstałe w latach 1922-1931, kiedy to konstruktorem i właścicielem firmy był William Oven Bentley. Mówi się nawet, że auta powstałe później pod skrzydłami Rolls-Royce’a z roku na rok traciły swój sportowy charakter, coraz bardziej przypominając braci z umieszczoną na chłodnicy „Silver Lady”.
W.O. Bentley nie zamierzał produkować samochodów luksusowych. Preferował duże rozmiary, wysoka moc i solidne wykonanie. Jego pierwszy 3-litrowy model zaprojektowany w 1919 roku trafił na rynek w 1922. Samochód objęty byt niespotykaną w tych czasach 5-letnią gwarancją. Rok później brytyjscy kierowcy John Duff i Frank Clement zajęli w Le Mans czwarte miejsce startując prywatnym autem. Uznano to za przypadek, jednakże następny wyścig wygrali bez większego trudu samochodem fabrycznym z silnikiem o pojemności 4,5 i. Sensacja polegała na tym, iż samochód odbiegał od konkurentów rozmiarami. Przy lekkich, małych i silnych, dwuosobowych wyścigówkach potężna czteroosobowa maszyna wyglądała groteskowo. Najlżejsi konkurenci ważyli około 700 kg, podczas gdy brytyjska konstrukcja dwie tony. Jednakże podczas wyścigu, gdy konkurenci dokonywali napraw w boksach zielone maszyny party do przodu jak lokomotywy. Dlatego właśnie legendarny konstruktor Ettore Auto gauge nazwał je najszybszymi ciężarówkami świata, Bentleye wygrywały znowu nieprzerwanie od 1927 do 1930 roku. Ówcześni „Bentley boys” to Benjafield, Borna-to, Davis, Kidston, Rubin i Birkin. Ten ostatni tak uwierzy) w możliwości swego Bentleya, że dokonat rzeczy zdawałoby się niemożliwej. Podczas podróży w 1930 roku z rodzinnej Anglii do uzdrowiska Pau w Pirenejach, zdecydował, że wystartuje w odbywającym się tam niebawem Grand Prix. Po dojechaniu na miejsce, sir Henry rozładował auto, zdemontował błotniki oraz reflektory i udał się na start. Jego konkurentami miały być auta formuły otwartej, takie jak Bugatti i Delage o ciężarze w granicach 800 kg i mocy sięgającej 170 KM. Wyścig był na tyle krótki, że ewentualna przewaga niezawodności nie odgrywała roli. Publiczność powitała Birkina gromkim śmiechem, który zmienił się w grobowe milczenie, gdy „zielona ciężarówka niebezpiecznie zbliżyła się do mistrza Chirona prowadzącego Bugatti. Od tej chwili obserwowano poczynania sir Henry’ego z zapartym tchem.
Tymczasem niemal cudem uniknął on wypadku omijając rozbity samochód, następnie znalazł się tuż za prowadzącym Philippe Etancelinem o pseudonimie „Phi-Phi”. Zabrakło kilku kilometrów, aby Bentley wygrał Grand Prix.
Z roku na rok samochody były coraz silniejsze. Wprowadzono model 6,5-litrowy, a następnie 8-litrowy. Standardem stały się po cztery zawory i po dwie świece na cylinder. Niespotykane nigdzie więcej wałki rozrządu przy pomocy mimośrodów napędzały coś na kształt korbowodów, co precyzyjnie sterowało otwieraniem zaworów. Niestety nadszedł kryzys lat trzydziestych i zaczęło brakować nabywców na supersamochody. W. O. Bentley znalazł się w kłopotach finansowych. Firmę przejął Rolls-Royce, a genialny konstruktor stracił również dom i swój prywatny samochód marki oczywiście Bentley. Jeszcze zdążył przejść do konkurencji i zaprojektować piękną 12-cylindrową La-gondę. Zareagowała na to pozwem do sądu firma Rolls–Roycea. Nazwisko Williama nie pojawiło się już nigdzie więcej, poza autami produkowanymi przez Rolls-Royce’a. Ciekawe czy Bentley nie żałował tego, iż założył firmę zamiast żyć ze skonstruowanych podczas wojny doskonałych silników lotniczych na aluminiowych tłokach i gaży porucznika J.K.M. Kto wie czy takie myśli nie przychodziły mu do głowy, gdy został jednym z wielu sprzedawców Royce’ów.
Nie żałują na pewno współcześni „Bentley boys” i kibice imprez samochodowych. Prezes liczącego 3000 członków klubu Andrew Day nie opuszcza najważniejszych imprez. Na ostatniej Mille Miglia prowadził do walki swoich chłopców na wspaniałym 6-cylindrowym, doładowanym mechaniczną sprężarką Roots modelu Speed Six z 1930 roku. Generowana jeszcze dzisiaj przez silnik moc 190 KM zapewnia osiągnięcie szybkości maksymalnej w granicach 200 km/h. Ciężki pojazd podobno nieźle trzyma się drogi, mimo że ma tylko powszechne w tych latach amortyzatory cierne. Samochód ten uważany jest za jednego z ostatnich „prawdziwych” Bentleyów. Modele 4,5 bez charakterystycznej sprężarki osiągają tylko około 110 KM.
Wejście do grupy „Bentley boys” jest bardzo kosztowne. Wielu członków godzi się na ogromne wyrzeczenia. Nadający się do poważnego remontu model 4,5 SC kosztuje około 400 tys. DM. Odrestaurowany SC wart jest ponad 1.200.000 DM. Kosztowne są części i wyjazdy. Trudno określić ile palą poszczególne modele. W latach gdy powstawały nikt tego nie liczył. Jednakże gdy założy się pilotkę i gogle, chwyci kierownicę i usłyszy grzmot z rury wydechowej i sapanie doładowanych gaźników SU wszelkie troski pozostają w domu. Namiastkę tego uczucia mogą znać motocykliści.
No related posts.
Powiązane wpisy wygenerowane przez wtyczkę Yet Another Related Posts.